Let’s be adventurers … Vietnam part III – Hoi – An

Hoi – An … meet my second home 🙂

I think about this place at any moment of my life.

I have a warm feeling in my chest when I’m thinking about colorful lanterns, lovely market with a huge variety of fishes, fruits and vegetables whose names are a mystery to me till now, when I’m thinking about Van- my cooking teacher at the Green Bamboo Cooking School, and about banh-mi  the best sandwiches in whole  Vietnam (according to Anthony Bourdain!).


Crispy baguette, lightly soaked with a light meat sauce and mayonnaise, filled with roasted, fried and grilled meat, pate, fresh coriander and sliced tomato and chilli.

Address: 2B Phan Chau Trinh street, near the crossroad of Phan Chau Trinh and Hoang Dieu.

Open time: 6 a.m – 10 p.m

Vietnamese hot coffee with  condensed sweet milk

Green Bamboo Cooking School

Before class we get to choose the dish we will cook from a range of meat, seafood and vegetarian dishes. The class starts at the local market, where we buy the ingredients for our chosen dishes and we learn about local produce.

Then we head back to Green Bamboo Cooking School to cook a variety of local dishes of our choice.

Afterwards we share our creations and  drink together around Van’s kitchen table!

Truong Minh Hung st Hội An
Van – my dearest cooking teacher from Green Bamboo Cooking School
Hoi – An is well-known for its custom-made leather goods and clothes… I just wish I had known about this before I arrived, as I likely would have had a shopping list of leather goods! So this time I plan to do very big shopping … I can’t wait 🙂
and for lanterns… lanterns everywhere <3
If you ask me where I would like to spend the rest of my life, I would say that definitely in Hoi – An…
I left my heart there … so I’m so glad that I’m  coming back there soon… and stay or not to stay ?
That is the question 🙂
Stay tuned <3
Next stop: Mui Ne
Continue Reading

Let’s be adventurers … Vietnam part II – SAPA

I often recall my stay in the mountains of northern Vietnam. Wake up at 4 am, train trip, bus transfer, which is about an hour climb up the mountain slopes to get off just in front of the Grand View Hotel… I turned around and saw this:


Często wracam pamięcią do mojego pobytu w  górach na północy Wietnamu. Pobudka o 2 nad ranem, podróż pociągiem, przesiadka do busa, który około godziny wspinał się po górskich zboczach, żeby nad ranem wysiąść tuż przed hotelem Grand View, odwrócić się i zobaczyć to:

At the Grand View Hotel I met Na Lo Thi, our 19 year old tour guide, who was  never anywhere else but in the mountains in her whole life.  Too old to get married, looking after her sick mother and younger brother. Interestingly, almost all of the inhabitants of the mountains have a facebook account 🙂

Then a group of colorful highlanders joined us. From that moment on, I had my private support: lovely lady at the age of 80, who hold my hand every time I climbed the steep slopes… Didn’t I write before that two weeks before our mountain expedition I twisted my ankle in Bangkok? But again, this is another completely different story … 😉

Obviously her help wasn’t selfless 🙂 All this was to buy her colorful fabrics in the nearest village….

It was two days of intense trekking between rice fields, bamboo forests and waterfalls …


W hotelu Grand View poznałam Na Lo Thi, naszą 19 letnią przewodniczkę, która w całym swoim życiu nie była nigdzie poza tymi górami. Za stara, żeby wyjść za mąż, opiekowała się schorowaną matką i młodszym bratem. Co ciekawe, prawie wszyscy mieszkańcy dzikich gór posiadają konto na facebook’u 🙂

Już na starcie przyłączyła się do nas grupa barwnych góralek. Od tego momentu miałam swoją prywatną podporę  w wieku 80 lat, która trzymała mnie za rękę na co bardziej stromych zboczach. Nie pisałam Wam jeszcze, że dwa tygodnie wcześniej skręciłam kostkę w Bangkoku? Ale to znowu zupełnie inna historia… 😉

Oczywiście pomoc staruszki nie była bezinteresowna 🙂 Wszystko to po to, bym w najbliższej wiosce kupiła jej wyroby z kolorowych tkanin.

Przed nami były dwa dni kilkudziesięcio kilometrowgo trekkingu między polami ryżowym, lasami bambusowymi i wodospadami …

Night in a homestay

After exhausting hike, we reached a small mountain hut where the hosts provided us with accommodation and meals: rice, spring rolls, pumpkin leaves and rice wine. It was one of the most charming moments 🙂

Price for trip:

A trip to Sapa can be booked at the reception of your hostel for 150 $ (3 days, 2 nights). It was the highest price including sleeper train both ways.

Food and drinks:

Three breakfasts, three lunches, and two dinners are also included, as is all the rice wine you can drink. Water, coffee, beer, and soft drinks are extra. Coffee and soft drinks are universally 20,000 VND each. Beer is approximately 30,000 VND for a bottle. Water is 20,000 VND for a 1.5L bottle.

1 USD is more than 20 thousand dongs !

Next stop: Hoi An – the city of lights

Stay tuned!


Nocleg u wietnamskiej rodziny:

Po wyczerpującej wędrówce, dotarliśmy do małej górskiej chatki, gdzie gospodarze zapewnili nam nocleg i posiłki: ryż, sajgonki, gotowane liście dyni i ryżową wódkę. To był jeden z bardziej urokliwych momentów 🙂

Koszt trekkingu:

Wycieczkę do Sapa, podobnie jak do zatoki Halong, można wykupić w recepcji swojego hostelu za 150 USD (3 dni, 2 noce). To jest najwyższa cena z uwzględnieniem pociągu z wagonem sypialnym w dwie strony.

Koszt jedzenia i napojów:

W cenę wliczone są trzy śniadania, trzy obiady i dwie kolacje, podobnie jak wino ryżowe, które można pić bez limitu 🙂 Woda, kawa, piwo i napoje bezalkoholowe są ekstra płatne. Kawa i napoje bezalkoholowe kosztują po 20 000 VND. Piwo kosztuje około 30 000 VND za butelkę, woda – 20 000 VND.

1 USD to więcej niż 20 tysięcy dongów !

Następny przystanek : Hoi An – miasto świateł 🙂

Continue Reading

Let’s be adventurers … Vietnam part I – Hanoi – Halong Bay

I remember that moment when I stood on the shore of the Halong Bay and i could hardly breathe. I felt a weird feeling in my chest. I’ve never felt something like that before…

I lost my breath again, when I got off the bus and I saw at my feet bright mountains in Sapa all covered with terraced rice fields.

I did not think anything could surprise me anymore. I was so wrong…

I was speechless again when at 5 o’clock in the morning I was watching sunrise and the hundreds of fishing boats arriving to port in the fishing village Mui Ne in central Vietnam…

That was this moment when i realised that I found my place on Earth 🙂


Pamiętam moment kiedy stanęłam na brzegu zatoki Halong w Wietnamie i zabrakło mi tchu. Nie mogłam oddychać….Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam …

Znowu straciłam oddech z wrażenia, gdy wysiadłam z autobusu i ujrzałam u moich stóp skąpane w słońcu góry Sapa pokryte tarasowymi plantacjami ryżowymi…

Myślałam, że już nic nie będzie w stanie zachwycić mnie tak bardzo…myliłam się…

Po raz kolejny mnie zatkało gdy o godzinie 5 nad ranem obserwowałam wschód słońca i przybijające do portu łodzie w rybackiej wiosce Mui Ne w środkowym Wietnamie…

To był ten moment kiedy wiedziałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi – WIETNAM.


Jourany that changed my life forever

Hanoi – Halong – Sapa– Hoi An – Hue – Mui Ne – Ho Chi Minh – Phu Quoc

If I had to write about all the attractions, emotions and impressions, it would become quite a big travel quide. Blog does not correspond to long writing. So let’s start very briefly with Hanoi and Halong Bay.

To be honest, I have no idea how to explore Hanoi. I guess the best way is to get lost there. On the way back to your hostel, visit Green Pepper Hanoi at 27 Tạ Hiện  where you can drink cold famous beer Bia hoi. It is must – see place full of little crowed restaurants where you can eat hot-pot: vegetables, meat and seafood, that you put by yourself into the boiling broth.

Oh, and don’t let yourself to be run over by the millions of scooters which are actually everywhere. One wise Vietnamese advised us to close our eyes and just walk ahead and we can be sure that the sea of scooters will part like the Red Sea … 🙂


Jakbym miała napisać o wszystkich atrakcjach, emocjach i wrażeniach, powstałby niemały przewodnik… Blog nie sprzyja długim treściom, zatem w wielkim skrócie: Hanoi i Halong Bay.

Nie mam recepty na podróżowanie po Hanoi. Po prostu się tam zgubcie… a w drodze powrotnej do hostelu zahaczcie o Green Pepper Hanoi  na 27 Tạ Hiện gdzie napijecie się słynnego, zimnego piwka Bia hoi. Wszędzie dookoła roi się od małych knajpek gdzie zjecie np. hot-pot’a (warzywa, mięso i owoce morza, które sami wrzucacie do wrzącego bulionu).

I nie dajcie przejechać się milionom skuterów jeżdżącym wszędzie i w każdym kierunku. Jeden Wietnamczyk poradził nam byśmy zamknęli oczy i po prostu szli przed siebie a morze skuterów niczym morze  czerwone samo się rozstąpi… 🙂

Halong Bay … My beloved bay where „tomorrow never dies” …. I will never forget a three-day cruise among hundreds of islands and floating villages …

„Halong” means „Bay of Descending Dragons”  and it is in northern Vietnam, 170 km  east of Hanoi.

You can pick up a Ha Long Bay cruise for almost any budget, boats can be broadly grouped into budget (under US$60), three-star ($60-$110), four-star ($110-160) and five-star plus ($160+), with prices based on a three – day, two-day, one-night cruise with an overnight stay on the boat. The best way to order such a trip is to book it at the reception of your hostel.

The trip includes stay on the Cat Ba island coverd with evergreen rainforests with a lots of caves, biting monkeys and spiders… but it is another long story … 🙂


Halong Bay…. Moja kochana zatoka, gdzie „jutro nie  umiera nigdy”… Nigdy nie zapomnę trzydniowego rejsu między setkami wysp oraz pływającymi wioskami…

„Halong” oznacza „Zatokę Zstępujących Smoków”, która znajduje się 170 km na zachód od Hanoi.

Ceny rejsów uzależnione są od standardu statków: dwugwiazdkowe kosztują poniżej 60 USD, trzygwiazdkowe kosztują od 60 do 110 USD, czterogwiazdkowe kosztują od 110 do 116 USD, pięciogwiazdkowe kształtują się w granicach powyżej 160 USA i trwają od dwóch do trzech dni. Rejsy po zatoce najlepiej zamówić w recepcji Waszego hostelu.

Wycieczka po Ha Long obejmuje nocleg na wyspie Cat Ba, porośniętej wieczne zielonymi lasami deszczowymi, gdzie jest pełno jaskiń, gryzących małp i pająków…ale to już zupełnie inna historia … 🙂

It’s hard to describe in a few sentences how much this journay has influenced my life… All the people I met, all the places I was, the food I tried … That’s why I decided to go back there 🙂 Maybe not for whole life yet, but someday … who knows 🙂

Next stop: SAPA

Stay tuned!


Ciężko w paru zdaniach opisać  jak wielki wpływ na moje życie miała ta podróż … Wszyscy ludzie, których poznałam, miejsca w których byłam, jedzenie które spróbowałam… Dlatego postanowiłam tam wrócić 🙂 Jeszcze nie na całe życie, ale kiedyś… kto wie 🙂

Następny przystanek: Góry – Sapa

Continue Reading

Arendel- Norwegian village in the middle of Poland !

I always envied people who are brave… One is sure, the trick is not to dream but the trick is to be enough brave to realize your dreams.

Arendel is a Norwegian village in central Poland created by a young couple fascinated by the Norwegian culture and tradition. Scandinavian houses, reindeer,  Shetland ponies, a big barn where you can enjoy  delicious breakfast and freshly brewed coffee- here’s a simple recipe for good life by  Agata and Olek.

What is a good and simple life?

Agata: This is a peaceful life.

Olek: I agree. This is a peaceful life based on minimalism. It is obvious that you can never go to extremes, but generally our life is quite simple. Every day we are dealing with nature, we breed animals that give us a lot of positive energy.

What did you have to sacrifice to get where you are?

Agata: Absolutely nothing! Well, maybe except the creditworthiness ….

Olek: Many people choose to build such places after a few years of hard career. From the beginning we knew what we wanted to achieve so we didn’t want to waste our time working for someone in a faceless  corporation.

Is it worth taking a risk?

Agata i Olek: Definitely! 🙂

What would you do differently if you could do it again?

Olek: Not much to be honest, small architecture changes, other tiles on the floor in the barn …

Agata: We do everything by trial and error. For ex. another houses will be slightly larger than those which are right now.

Someone you can always rely on?

Agata: First of all, we rely on our parents. Without them we would not achieve anything … They support us mentally, financially and help us in everyday work.

Olek: They painted houses with us and put tiles on the floor…

What are the most important values to live by?

Olek: Honesty and partnership – in my opinion, is the foundation of a successful relationship. We’ve never looked at each other through the prism of stereotypes like for ex.  Agata  cooks and I work. We try to complement each other. If I see that Agata is tired, I cook a dinner … It’s kind of  mutual understanding. I realize that this is a rarity nowadays… Well I think that we both have old souls 🙂

What else is on your Bucket List?

Olek: Maybe in the future I will open craft brewery (laughs). Certainly we would like to expand our village, hire people who will create this place together with us, thus we will have more time for each other.

Agata: We have so many plans that we are afraid that we run out of life for their implementation, for ex. soon I will have my own chickens to always have the fresh eggs 🙂

What is your advice for those who can not get on with the realization of their dreams?

Agata: This is not the first time I hear this question, I always answer in the same way: just do it, don’t waits your time …

Is there a recipe for being happy?

Olek: To be happy is to dream together. Even if the dreams would never fulfill…. life is worth dreaming! 🙂

Click and check:



Find out how is it to live in a fairy tale  <3


Zawsze zazdrościłam ludziom odwagi. Jedno jest pewne, nie sztuką jest marzyć, sztuką jest znaleźć w sobie na tyle odwagi by te marzenia zrealizować.

Arendel to norweska wioska w centralnej Polsce stworzona przez młode małżeństwo zafascynowane norweską kulturą i tradycją. Skandynawskie domki ukryte w lesie, hodowla reniferów i kuców szetlandzkich, wielka stodoła  gdzie można zjeść pyszne śniadanie i napić się świeżo parzonej kawy- oto prosty przepis na życie Agaty i Olka 🙂

Czym jest dobre i proste życie?

Agata: To spokojne życie.

Olek: Zgadzam się. To spokojne życie oparte na minimalizmie. Wiadomo, że nie można popadać w skrajności, ale nasze życie jest dość proste. Obcujemy na co dzień z naturą, hodujemy zwierzęta, od których czerpiemy dużo pozytywnej energii.

Co musieliście poświecić by osiągnąć to co macie w tej chwili?

Agata: Tak naprawdę?  To nic! No może poza zdolnością kredytową…. Stwierdziliśmy, że chcemy ominąć etap pracy w korporacji.

Olek: Wielu ludzi decyduje się na stworzenie takich miejsc po paru latach ciężkiej kariery zawodowej. My od początku wiedzieliśmy czego chcemy i szkoda nam było marnować czasu na pracę, której oboje nie czujemy.

Czy warto ryzykować?

Agata i Olek: Zdecydowanie 🙂

Co w chwili obecnej zrobilibyście inaczej?

Olek: Kosmetyka, drobne zmiany architektoniczne, może inne płytki na podłogę w stodole…

Agata: Wszystko robimy metodą prób i błędów. Pewnie teraz postawilibyśmy trochę większe domki mieszkalne. Nauczeni doświadczeniem, kolejne, które powstaną już w maju, będą zdecydowanie większe…

Czy są osoby, bez których nie dalibyście sobie rady?

Agata: Rodzice przede wszystkim. Bez nich nie dalibyśmy rady… Wspierają nas mentalnie, finansowo oraz poprzez swoją pracę .

Olek: Pomagali nam np. w malowaniu domków, kładli  z nami kafle na podłogę.

Jakie wartości należy pielęgnować w dzisiejszych czasach?

Olek: Szczerość i partnerstwo – moim zdaniem to podstawa udanego związku. Nigdy nie traktowaliśmy się stereotypowo. Nie istnieje u nas podział: Agata gotuję a Olek pracuje. Staramy się wzajemnie uzupełniać. Jeśli widzę, że Agata jest zmęczona, nie widzę przeszkód żeby ugotować jej zupę… Stawiamy na wzajemny szacunek. Zdaje sobie sprawę, że to coraz rzadsze w dzisiejszych czasach…My chyba obydwoje mamy dosyć stare dusze 🙂

Co jeszcze znajduje się na Waszej Bucket List?

Olek: Może w przyszłości otworzę jakiś browar rzemieślniczy (śmiech). Na pewno chcielibyśmy sukcesywnie powiększać naszą wioskę, zatrudnić ludzi, którzy razem z nami będą tworzyć to miejsce, tym samym my będziemy mieć więcej czasu dla siebie.

Agata: Mamy tyle planów, że boimy się że zabraknie nam życie. Póki co chciałabym mieć jeszcze swoje kury i świeże jajka 🙂

Jedna rada, którą dalibyście tym, co nie potrafią wziąć się za realizację swoich marzeń?

Agata: Nie pierwszy raz słyszę to pytanie, zawsze odpowiadam na nie w ten sam sposób: nic tylko robić.

Czy istnieje recepta na bycie szczęśliwym człowiekiem?

Olek: W naszym przypadku to wspólne marzenia. Nawet jeśli się nie spełnią. W życiu trzeba marzyć! Najlepiej we dwoje 🙂

Więcej informacji znajdziecie pod poniższymi linkami:



Sami przekonajcie się jak żyje się w bajce  <3



Continue Reading

Fat Thursday !!!

According to one superstition, if you don’t eat at least one Pączek on Fat Thursday you will have bad luck for the rest of the year.

The day is not over yet, you better take care of your future happiness … 😉

Below, my mom’s recipe for Faworki – French dough fingers served with powdered sugar.

Enjoy <3



1 cup of flour

pinch of salt

pinch of baking powder

one tablespoon of spirit

4 tablespoons of heavy cream

three egg yolks

powdered sugar

2 blocks of lard

And here’s how to prepare it:

  1. Mix together the flour, salt, baking powder, spirit, cream and egg yolks.
  2. Cut the rolled, thin dough into stripes.
  3. Cut a slit in the middle of every stripe.
  4. Pull one end through the slit.
  5. Heat lard.
  6. Fry faworki around 1 minute on every side (or until golden).
  7. Sprinkle faworki with the powder sugar.

Bon appétit 🙂


Tłusty Czwartek

Zgodnie z jednym z przesądów jeśli nie zje się chociaż jednego pączka w Tłusty Czwartek,  będzie się miało pecha przez resztę roku.

Dzień się jeszcze nie skończył, więc lepiej zadbajcie o swoje przyszłe szczęście  …. 😉

Poniżej przepis na faworki mojej mamy 🙂

Smacznego <3


1 szklanka mąki

szczypta soli

szczypta proszku do pieczenia

łyżka spirytusu

4 łyżki śmietany

3 żółtka

cukier puder

2 kostki smalcu

A oto jak je zrobić:

  1. Wymieszaj mąkę, sól, proszek do pieczenia, spirytus, śmietanę i żółtka.
  2. Rozwałkuj ciasto (im cieńsze tym lepsze) i pokrój w paski.
  3. Natnij w każdym pasku dziurkę.
  4. Przeciągnij jeden koniec paska przez dziurkę.
  5. Podgrzej smalec.
  6. Smaż faworki przez ok. 1 minutę lub do mementu, w którym się zezłocą (z dwóch stron).
  7. Posyp faworki cukrem pudrem.

Bon appétit 🙂

Continue Reading